wtorek, 11 października 2016

Foty dzieciaków z Sorok


Co jakiś czas lubimy dzieciakom, z którymi działamy dać aparaty i zobaczyć jak widzą świat. Tematem jest "Lubię/nie lubię" (wiem, że trochę prymitywny podział świata ale ciekawe rzeczy z tego wychodzą). Potem najfajniej jest dostać swoje wywołane zdjęcia. Zobaczcie co uwieczniły dzieciaki z Sorok. Ciekawie jest zestawić te foty z tymi, które zrobiły dzieci z Kurdystanu, Meksyku, Naddniestrza, Turcji czy Gruzji .

Aparcaikowy projekt robiliśmy już tutaj dwa razy za sprawą Olgi Knapik. Tamte zdjęcia czekają na wystawę na którą wkrótce mamy nadzieję Was zaprosić :)


czwartek, 4 sierpnia 2016

Wehikuł Wymiany

Przez ostatnie kilka tygodni łatwiej mnie było spotkać przy śmietniku niż po za nim.  Buszowałam w poszukiwaniu starych mebli. Z tego co znalazłam, wraz z chłopcami będących pod pieczą fundacji im. Marii Grzegorzewskiej budowaliśmy Wehikuł Wymiany (przez chłopców ochrzczony na Skrzynia Marzeń Mariola). 
To taka skrzynia, do której sąsiedzi mogą wsadzać niepotrzebne już rzeczy i brać (zupełnie bezpłatnie!) to co się w niej znajduje.

 fot. Edyta Foryś

Po co? Wszystko w imię ekologii (po co wyrzucać jeśli może jeszcze komuś posłużyć?) i budowania sąsiedzkiej solidarności. 
Wehikuł będzie sobie wędrował po Ochocie a każde jego przybycie będzie inaugurowane piknikiem sąsiedzkim. Pierwsze miało miejsce tydzień temu na Tarczyńskiej.
Działania z tymi co blisko, budowanie więzi, ze społecznością lokalną - jest dla nas strasznie ważne. 
Bo ciężko byśmy byli otwarci na uchodźców jeśli się boimy sąsiada.
Bo sąsiedzi to najbardziej naturalna (po rodzinie czy przyjaciołach) sieć wsparcia.






Kolejna Sąsiedzkie Święto Wymiany już w tę niedzielę 7 sierpnia w Klubokawiarni Życie jest fajne o 19.00. 

Skrzynia stanie przed  kawiarnią i będzie otwarta na niepotrzebne rzeczy przez tydzień. Niech pęka w szwach!

Otwarciu będzie towarzyszył pokaz filmu o wyspie ze śmieci (wielkości Teksasu,!) która znajduje się na Pacyfiku oraz warsztat robienia recyklingowych zabawek.

czwartek, 12 maja 2016

Plac zabw w Rusajfie

„Po co uchodźcom plac zabaw? Ciepłe kalesony, zupa, śpiwór! To są prawdziwe potrzeby” - dziwuje się sporo osób. W Rusajfie jak nigdzie indziej czujemy, że nasz projekt nie urwał się z choinki. Pracujemy w domu dziecka. Mieszkają tu dzieciaki z Syrii, które nie mają rodziców. Niektórzy zginęli na wojnie, inni wyjechali do Europy aby zarobić na rodzinę. 
Na pierwszy rzut oka maluchy mają dobre warunki - ciepło, syto, bezpiecznie. Opiekują się nimi dwie kobiety - babcia trzech dziewczynek i 17-letnia Nadine, która jest mamą małego Hamzy.  Na pewno mają dobre intencje ale są wiecznie zmęczone i sfrustrowane. Dobrze je rozumiem - ja ledwo dycham z moim jednym Rochem, a one mają pod całodobową opieką całą czeredę. Chyba najtrudniejszy jest fakt, że totalnie nie ma z nimi gdzie pójść - parki praktycznie nie istnieją, ulica jest niebezpieczna, a teren za domem to kupa gruzu. Dzieciaki siedzą więc całe dnie w domu i przy świetle jarzeniówki oglądają bollywoodzkie seriale. Czasem kładziemy się mocno po 1.00 w nocy a dziewczynki jeszcze gapią się w telewizor. Zdarza się, że wstają przed opiekunkami i na śniadanie wyjadają łyżkami cukier. Mamy nadzieję, że plac zabaw coś zmieni - dzieciaki będą mogły spędzać całe dni na dworze, będzie przestrzeń służąca tylko do zabawy.

Na początku było tak:


Wysprzątaliśmy teren i zaczęliśmy eksplorować wysypiska i wulkanizacje opon





Następnie burze mózgów i projektowanie

dużo piłowania


kopania


wiercenia 


malowania 




i zaczęła wyłaniać się zupełnie inna przestrzeń:


Ze śmieci zaczęły powstawać zabawki. Powstały dwie tablice sensoryczne. Jedna manualna, druga dźwiękowa


domek do wspinania




smok do bujania, huśtawka, równoważnia


piaskownica


fotel


obręcz do huśtania się


kuchenka


, domek z kamienia i wiele rozmaitych ozdóbek.



Chyba najfajniejsze było to, że w budowę zaczęła się włączać cała społeczność.


A potem przez kilka następnych tygodni śnimy o oponach.